Przejdź do głównej zawartości

Nikt nie wyjdzie stąd żywy - pierwsza biografia Jima

Jim Morrison / Gloria Stavers, 1967
"No One Here Gets Out Alive" to nie żadna wydawnicza nowość. Ta pierwsza biografia Morrisona ukazała się na rynku już w 1980 roku, a jej autorami są Jerry Hopkins i Danny Sugarman. Pisać o legendzie nigdy nie jest łatwo, jednak tę książkę czyta się jednym tchem, a sposób narracji przypomina bardziej narrację powieściową niż biograficzną. Autorzy postawili sobie za cel przedstawienie Jima poprzez jego wady, zalety, talenty, obiekty pożądania, obsesje, słabości i mocne cechy charakteru. Nie znajdziecie tutaj obszernych zapisów biograficznych. To raczej krótkie przedstawienia osób, które pojawiły się na drodze artysty i w jakiś sposób wywarły wpływ na jego losy. Nie znajdziecie tu także zawiłości drzew genealogicznych czy detalicznych opisów każdego z etapów życia Jima. To opowieść o krótkiej, ale jakże intensywnej drodze, którą Morrison przebył walcząc o artystyczną wyrazistość i niezależność.

Człowiek Renesansu (?)
Jim Morrison. Nieprzeciętnie inteligenty, oczytany, arogancki, fan Wilde'a, Nietzschego, świetny obserwator i prowokator. Przekraczanie granic należało do jego ulubionych "badań", granic społecznych, fizycznych, duchowych. Stąd też i nazwa grupy, zaczerpnięta z "Drzwi percepcji" Huxley'a. Pasja filmowca kwitła w Morrisonie od małego, a spektakle teatralne uważał za prawdziwe spotkania ze sztuką. Jednak zawsze czuł się bardziej poetą niż muzykiem, był ogromnie dumny z wydania pierwszego tomiku wierszy.

"Są rzeczy, które znamy - mówił Ray, cytując Jima - i rzeczy, których nie znamy, jest znane i nieznane. Pomiędzy nimi są drzwi - to właśnie my."

Elektryczny szaman z asystą (?)
The Doors to była ta czwórka: Jim Morrison, Ray Manzarek, Robby Krieger i John Densmore. Wszystkie decyzje podejmowali większością głosów. W momencie, kiedy ze strony wytwórni i managerów pojawiły się próby przekonania Jima, by zostawił kolegów i rozpoczął karierę solową, odpowiedź artysty była jednoznaczna: nie ma takiej opcji! Grają, tworzą i występują wspólnie. Oni. The Doors.

"To tak, jakby Jim był elektrycznym szamanem, a my - elektryczną asystą szamana, stojącą za nim i poddającą mu rytm. Czasami on nie jest usposobiony odpowiednio, by osiągnąć ten stan, ale my gramy i gramy, a wtedy on stopniowo zaczyna się w to wczuwać. (...) I wyzwala się. (...) I ludzie to czują."

Hippisowski Adonis
Jim buntował się przeciwko jakiejkolwiek dyscyplinie. Wstręt do niej wyniósł z domu. Szukał towarzystwa ekscentryków, intelektualistów i osób lubiących przekraczać własne granice. To właśnie ta chęć otwierania kolejnych to "drzwi", ale też i chęć dobrej zabawy i korzystania z życia w pełnej jego rozciągłości zawiodła go do eksperymentów z narkotykami. Uwielbiał pić alkohol i pił go po to, by się upijać. Późniejsze etapy spożywania tych substancji nie były już tak łatwo kontrolowalne jak wcześniejsze.


 "Obijał się po Sunset Strip, śpiewając z napotkanymi kapelami, o których nikt już nie pamięta, upijał się do nieprzytomności z jednodniowymi "przyjaciółmi". Pewnej nocy biegał, pijany, po całym cmentarzu hollywoodzkim, szukając grobu Rudolfa Valentino, innymi razem odgrywał matadora przed pędzącymi samochodami, to znów spopielił część swoich notatników i wierszy w kuchni u którejś z przyjaciółki."

Koncerty The Doors przerodziły się z czasem w swoiste przedstawienia teatralno-muzyczne. Po zakończonych koncertach dochodziło do awantur, wręcz potyczek publiczności z policją. Sam Jim prowokował ludzi do otworzenia się i wyrażenia siebie w dowolny sposób. To się bardzo podobało młodym ludziom, a jednocześnie stanowiło problem dla władz. Sławetny koncert w Miami w 1969, gdzie Morrison miał się obnażyć na kilka sekund (!), miał swoje ogromne konsekwencje: zespół był na cenzurowanym i trafił na czarną listę organizatorów, wiele koncertów odwołano, a do organizacji nowych raczej  mało kto się palił. Do standardowej umowy koncertowej dołączono klauzulę określającą dokładnie zachowania artystów na scenie. Na koncertach pojawiło się mnóstwo policji gotowej w każdej chwili ruszyć do działania. Sprawa koncertu w Miami miała swój finał w sądzie. A zespół od tego momentu musiał mocno zmienić swój wizerunek sceniczny i zrezygnować z zachowań "niezgodnych z prawem, wulgarnych, obelżywych lub w inny sposób niemoralnych na scenie". The Doors byli traktowani przez niektórych jako deprawującą młodych ludzi grupę muzyczną i podejrzanym przekazie artystycznym.

Niezwykle ciekawie patrzy się przez pryzmat tych "ekscesów" na ówczesne społeczeństwo. Dzisiaj już chyba naprawdę ciężko zdziwić odbiorcę. Zastanawiam się też nad tym, jakby to było, gdyby szczyt sławy The Doors przypadł na lata 2000. Podejrzewam, że Morrison zdobiłby okładki wszystkich brukowców, a jego nazwiskiem wycierałyby gęby serwisy plotkarskie. Na pewno nie spacerowałby sobie bezkarnie po swoich ulubionych uliczkach Los Angeles czy Nowego Jorku i nie upijałby się w knajpach bez obecności fleszy. Myślę sobie, że to dobrze, że tych czasów nie doczekał. Nie spodobałyby mu się, z całym konsumpcjonizmem i konformizmem.

"Fascynowało go każde doświadczenie zmysłowe, cieszyła go każda zmiana we własnym systemie nerwowym. Gdy przestał być odzianym w czarne skóry wokalistą Doors i symbolem seksu, został pięknym rozbitkiem, wcielonym we wrażliwego bluesmana." / Michael McClure

Dla fanów The Doors pozycja absolutnie obowiązkowa. Dla każdego innego będzie to kawał dobrze napisanej książki o artyście, którego wkład w historię muzyki i wpływ na kolejne pokolenia jest niewyobrażalny. A fakt nie do końca wyjaśnionej przyczyny jego śmierci zawsze będzie budził kontrowersje i napędzał mechanizmy powstawania legend.


Koncert z 1968:

Koncert z 1970:



METRYCZKA:
Tytuł: Nikt nie wyjdzie stąd żywy / No One Here Gets Out Alive
Autor: Jerry Hopkins & Danny Sugarman

Liczba stron: 486 / 396
Polski wydawca: In Rock 


Okładka wydania polskiego
Okładka wydania ENG / źródło: AMAZON

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kutno w piosenkach

Dworzec w Kutnie / kurierkolejowy.eu W czasie wielu rozmów zapoznawczo-kurtuazyjno-towarzyskich często pada pytanie: "Skąd jesteś?". Tak się składa, że jestem z Kutna. Na to wyznanie reakcje są z reguły dwie: 1. "Aaa gdzie to jest?" 2. "Aaaa dworzec. Jest tak brzydko, że pękają oczy?". Zainspirowana odpowiedzią z punktu drugiego postanowiłam iść za ciosem i pogrzebać w polskich tekstach piosenek w poszukiwaniu Kucienka. Wyniki poszukiwań podzieliłam na grupy. Piosenki społeczno-politycznie zaangażowane: Kult " Polska " – podmiot liryczny wyraża troskę o Państwa bezpieczeństwo na dworcu w Kutnie. W utworze poruszono dodatkowo także aspekty okulistyczne. „Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy, oczy, oczy” Pidżama Porno " Durna 6 / Mądra 11 " – dużo się naspacerujemy w tej piosence. I fizycznie i egzystencjonalnie: "Może jesteśmy dobrzy. Może jesteśmy źli. Pewnie

PUNK FREUD ARMY - koncert w Trójce

Pink Freud Army / fot. MFME Wojtek Mazolewski lubi muzyczne wyzwania, a jego potrzeba tworzenia coraz to nowych projektów jest ogromna. W przypadku wielu artystów ilość nie przekłada się na jakość. Na szczęście to stwierdzenie zupełnie nie tyczy się Punk Freud Army , bo ten projekt jest elegancko przygotowaną i energetycznie zagraną mieszanką punk-jazzu! Niemożliwie? Przekonajcie się sami! Panowie z Pink Freud z okazji dziesięciolecia albumu "Punk Freud" postanowili zaprosić do współpracy wyjątkowych gości: Tomka Lipińskiego, Alka Koreckiego, Roberta Brylewskiego, Roberta Materę i Tomasza Budzyńskiego . Wspólnie przearanżowali klasyki gatunku z repertuaru takich zespołów jak Kryzys, Brygada Kryzys, Tilt, Siekiera, Armia czy Dezerter i 30 października wystąpili w Muzycznym Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej prezentując przygotowany materiał. Projekt jest w dużej mierze ukłonem w stronę wyżej wymienionych twórców, którzy swoją twórczością ukształtowali kol

Antkowiak & Domurat = SIMPLEFIELDS

Tak tak, to ten Krzysiek od "Zakazanego owocu". A teraz przejdźmy do czegoś ciekawszego - nowej płyty duetu Antkowiak & Domurat pt. "Dirt on tv". Na tę płytę czekaliśmy bardzo długo, ale było warto! O tym, że powroty nie są łatwe wie doskonale każdy artysta, który po czasie niebytu próbuje wrócić na rynek. Jak to zrobić, kiedy nie świeci się cyckami na ekranie, nie paraduje po czerwonym dywanie na promocji wody kolońskiej i nie pcha się na ścianki? Ano nagrać taką płytę jak ci dwaj panowie. Krzysztof Antkowiak - pianista, wokalista, kompozytor, producent. Popularność zdobył jako nastolatek pod koniec lat 80. wraz z utworem „Zakazany Owoc”. Od tego czasu zagrał ponad 1000 koncertów w kraju i zagranicą. Współpracował m.in. z Grzegorzem Ciechowskim, Jackiem Cyganem, Edytą Górniak czy Justyną Steczkowską. Marcin Domurat - autor tekstów, gitarzysta i producent. Wraz z pojawieniem się pierwszych 16-bitowych komputerów zainteresował się procesem rejes